W temacie akceptacji i kochania siebie powiedziano już bardzo dużo. Co rusz można natknąć się na jakiś artykuł, który będzie pokazywał, dlaczego jest to ważne, jak to zrobić, co tracisz, kiedy Twoja relacja z samą sobą nie należy do najlepszych. Kiedy nie potrafisz pokochać siebie.

 

Ale czy ktoś powiedział Ci już kiedyś, że jedną z dróg do pokochania siebie może być zadbanie o relację ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem?

 

Mówię całkiem poważnie i już wyjaśniam, skąd to się bierze. Otóż kiedy otwierasz się na swoje Wewnętrzne Dziecko i pozwalasz mu – przysłowiowo – wyjść do ludzi, otwierasz się także na swoją wrażliwość i emocjonalność, która w Tobie jest, ale być może siedzi gdzieś tam głęboko zakopana, żeby przypadkiem nikt nie dał rady jej zranić.

Twoje Wewnętrzne Dziecko to Ty sama sprzed lat, a być może pamiętasz, że gdy byłaś mała, to nikt nie musiał nawoływać Cię do akceptacji siebie, bo było to dla Ciebie naturalne, że siebie lubisz. A jeżeli tak było, to… może być też tak teraz! 🙂

Spójrz, to tak samo jak np. z funkcjami mitochondrium. Mając trochę więcej lat, niż ma się, chodząc do szkoły, możesz mieć niemały problem, żeby przypomnieć sobie, o jakich funkcjach mitochondrium przez pół lekcji mówiła babka od biologii, prawda? Jest tak, ponieważ – najprawdopodobniej – przez cały czas, od skończenia szkoły owe informacje nie były Ci do niczego potrzebne, nie używałaś ich, nie rozmawiałaś o nich, więc naturalną koleją rzeczy – zakopały się one gdzieś w czeluściach Twojej milionpięćsetstodziewięćdzisiątejdrugiej szarej komórki, ale to nie oznacza, że ich nie ma. Bo gdybyś tylko poczytała i odświeżyła swoją wiedzę, na pewno wiedziałabyś, jaka funkcja do czego służy itp.

 

Tak samo jest z akceptacją

 

Jeżeli na jakimś etapie swojego życia pozbyłaś się jej (a raczej zepchnęłaś na baaardzo boczny tor), to nie ma co się dziwić, że teraz jest Ci trochę ciężko to nadrobić. Ale nie martw się! Trzeba tyko przypomnieć sobie, jak to było, kiedy, będąc dzieckiem, kochałaś siebie w pełni, i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.

Do tych  ćwiczeń możesz wykorzystać np. zadania, które co dwa tygodnie wysyłam do kobiet, które zapisały się na mój newsletter. Mają one pobudzać nasze Wewnętrzne Dzieci, przy okazji będąc też okazją do spędzenia czasu tylko ze sobą, do przyglądania się sobie, do… robienia sobie dobrze 😉 np. poprzez relaksującą kąpiel zakończoną wklepywaniem w siebie malinowego balsamu do ciała.

 

Ale w sumie… po co mi to?

 

Bo gorąco wierzę i jestem przekonana, że kiedy nie kochasz siebie, to dużo trudniej jest Ci obdarzać miłością inne osoby. Bo wciąż czujesz, że czegoś Ci brakuje, a przecież nie chcesz, żeby tak było. Bo nie lubisz siebie i nie lubisz spędzać czasu sama ze sobą, a to jest szalenie ważne. Bo nie czujesz się spełniona. Bo ćwiczenia, które proponuję w moich newsletterach są dla Ciebie trudne. Bo nie czujesz, że wyciskasz życie jak cytrynkę. Mam rację, prawda?

I właśnie po to, żeby te sytuacje zmienić! Żebyś, patrząc w lustro, przybijała sobie piątkę, nie miała poczucia zmarnowanego czasu, gdy poświęcisz go tylko dla siebie czy chociażby po to, żeby być atrakcyjniejszą w oczach innych 🙂

I po to, żeby Twoje Wewnętrzne Dziecko mogło wywijać dzikie pląsy w podziękowaniu za to, że wreszcie siebie kochasz, o! 🙂

 

A co Ty poradziłabyś osobie, która nie potrafi w pełni się zaakceptować?
Czy zgodzisz się ze mną, że Wewnętrzne Dziecko może tu zrobić naprawdę sporo dobrego?
Podziel się swoim zdaniem w komentarzu 🙂