Wróć na chwilę pamięcią do dzieciństwa i zastanów się, czy jeszcze pamiętasz jakąś rzecz, którą bardzo chciałaś posiadać, ale w tamtym czasie nie mogłaś jej mieć? Ja taką posiadam i chciałam Ci o niej opowiedzieć. Słuchaj 🙂

Jeżeli chodzi o finanse, to u mnie w domu nigdy się nie przelewało. W zasadzie ledwo starczało od pierwszego do pierwszego. Pomimo tego, a może nawet właśnie dlatego bardzo dobrze wspominam tamten okres. Brak pieniędzy rodzi nieprawdopodobną kreatywność! Tak przynajmniej było w przypadku moim i koleżanek.

 

Gdy cofam się pamięcią do tamtego czasu…

 

pamiętam też różnego rodzaju festyny i wydarzenia organizowane przez miasto dla dzieci: na powitanie lub zakończenie lata, z okazji dnia dziecka itp. Równie mocno pamiętam wszelkie stoiska: z kolorowymi watami cukrowymi, Panie sprzedawczynie podające gałkowane lody i Panów zachęcających do zakupu dużych, dmuchanych, unoszących się w powietrzu balonów.

 

No właśnie… balonów

 

Pewnie nie raz zdarzyło Ci się widzieć dziecko, które jest czymś na tyle zafascynowane, że aż mijając tę rzecz odwraca się i idzie przez chwilę z głowa zwróconą do tyłu wciąż podziwiając, prawda?

To ja również byłam takim dzieckiem. Zawsze niską dziewczynką, z dwoma kiteczkami szalenie grubych włosów, która mijając te ogromniaste balony odwracała głowę. Teraz może się to wydawać śmieszne, ale bardzo dobrze pamiętam, jak strasznie taki balon mi się marzył. Wielki, nadmuchany, kolorowy, z którym mogłabym iść przez miasto i wszyscy by się na nas patrzyli i podziwiali. Nie wiem, czy kiedykolwiek mówiłam o tym mamie, że bardzo mi się coś takiego marzy, nie przypominam sobie takiej sytuacji, ale niesamowicie mocno go pragnęłam. I – jak się można spodziewać – zawsze wracałam do domu bez niego.

Jak już trochę podrosłam, to mając swoje pieniądze wolałam wydać je na coś przepysznego do jedzenia (aaaaah te pajdy chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym!) niż kupowanie balonów. Poza tym rzadko która nastolatka ma ochotę paradować z balonami dla dzieci, nieprawda?

 

I moment przełomowy

 

Jednak, gdy przeglądałam ostatnio razem z narzeczonym różnego rodzaju dekoracje ślubne, na jednej ze stron trafiłam na dużego balona, bałwana Olafa i odezwała się we mnie ta mała Natalka, która tak bardzo marzyła o ogromniastym balonie i w ramach dopieszczania swojego Wewnętrznego Dziecka, postanowiłam go sobie sprezentować.

Olaf, właśnie dziś doszedł, jest piękny! Już nie mogę się doczekać, żeby go napompować. A że nie chciałabym tego robić bez okazji, to będzie moim kompanem przy pierwszym „akademiowym” webinarze. 🙂

Często jest tak, że nasze pragnienie z dzieciństwa wciąż gdzieś tam w nas siedzą i czekają… Poszukaj ich w sobie, a jak znajdziesz, to koniecznie którymś się ze mną podziel w komentarzu. Jestem szalenie ciekawa na co ma ochotę Twoja Wewnętrzna Dziewczynka i jak zamierzasz jej to podarować 🙂


A Ty? Jakie marzenie z dzieciństwa chciałabyś zrealizować?

O czym fajnym marzyłaś w tamtym czasie?