W zimowym wydaniu magazynu WOKÓŁ pojawił się wywiad, którego udzieliłam, masz ochotę na krótką lekturę? 🙂

 

Kim jesteś?

 

Natalia – chodzące Wewnętrzne Dziecko. Tak, zdecydowanie tak właśnie mogę się przedstawić. Uwielbiam się uśmiechać, tańczyć i urządzać sobie w domu prywatne festiwale piosenki spontanicznej ;). Pochodzę z Koszalina, do Bydgoszczy przyjechałam na studia i… przepadłam. Pokochałam to miasto całym serduchem i nie zamierzam się wynosić. Ściągnęłam tu też narzeczonego, więc już mi więcej do szczęścia nie potrzeba. Jestem technikiem hotelarstwa i bardzo to lubię. Praca na recepcji to jedna z przyjemniejszych rzeczy, jakie dane mi było robić w życiu. Obecnie kończę studia ze specjalizacją coachingową i zaczynam psychologię. Uczę się też nowej roli – bycia mamą małego Samuelka. Jestem otwartą, spontaniczną osobą, która pomimo całej swojej chaotyczności lubi czasami wyskoczyć na jogę czy zaszyć się w ciszy, by pobyć sama ze sobą.

 

Skąd tematyka na prowadzenie bloga?

 

Tematyka mojego bloga, czy też raczej strony jest związana z odkryciem swojej misji życiowej. W ubiegłym roku razem ze wspaniałą coach Anetą Karczewską-Gobis pracowałyśmy nad odkryciem mojej życiowej misji, mojego powołania. To była jedna z najbardziej inspirujących, ciekawych i owocnych rzeczy, które w sobie przepracowałam. Dzięki temu już wiem, że bardzo chcę kobiecy świat sprawiać piękniejszym. Pomagać odkrywać w sobie radość, naturalność, spontaniczność. Chciałabym, żeby każda Polka (i nie tylko :)) była pewną siebie, uśmiechniętą kobietą, która dzięki odnalezieniu w sobie Wewnętrznego Dziecka, kocha i akceptuje siebie. Która potrafi i lubi śmiać się na cały głos, gdy jest z czego (albo i gdy nie ma ;)), ale jednocześnie umie powiedzieć nie, gdy czegoś nie chce. Za którą ludzie będą się oglądać na ulicy – i absolutnie nie mam tu na myśli pożądliwego wzroku mężczyzn, bo to można osiągnąć szybko, wystarczy odsłonić nieco więc to tu, to tam. Chodzi mi raczej o taki kobiecy magnetyzm. Siłę, która przyciąga, a której jednak nie potrafisz nazwać, bo ona bije ze środka.

 

Czy pamiętasz swojego pierwszego posta, jaki on był?

 

Pierwszy post… hmmm… to chyba ten o rzeczach, których warto uczyć się od dzieci. I wcale nie chodzi tutaj o stawanie się dziecinnym, mając lat 30. Chodzi o odnalezienie w sobie tej dziecięcej radości, którą tak często tracimy, wkraczając w dorosły świat pracy, brudnych garów, obiadków, przewijania dzieci itp.

Pisałam tam o takich cechach jak szczerość, zachwyt, okazywanie uczuć, determinacja, otwartość – ten cały arsenał jest gdzieś w środku nas. Nigdy nie straciliśmy tych wszystkich wspaniałości jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, po prostu nauczyliśmy się żyć inaczej. Zamiast szczerości często wybieramy podkoloryzowywanie, zachwyt zastępujemy marudzeniem, okazywanie uczuć jeszcze jakoś przędzie, zazwyczaj jednak w domu, bo kto z nas odważyłby się na podskoki radości na środku ulicy? Determinację zepchnęliśmy w ciemny kąt lenistwa, a otwartość została przykryta lękiem i strachem przed tym, co nieznane. Ja bardzo chciałabym, żeby to wszystko znów wróciło na swoje miejsce.

 

Dlaczego taka, a nie inna nazwa?

 

Ponieważ chciałam, żeby nazwa była łatwa do zapamiętania i od razu mówiła o tym, co robię. „Akademia”, ponieważ kojarzy się ze szkołą, ale już raczej taką dla dorosłych i „Wewnętrznego Dziecka” – bo to jest główna tematyka, którą się zajmuję. Dodatkowo wydawało i wciąż wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie… fajnie to brzmi 🙂

 

Jak wygląda Twój normalny dzień?

 

Ahhh i to jest ciężkie pytanie :D. A to dlatego, że pod koniec sierpnia urodziłam synka i mój świat jest wywrócony o 180 stopni, bo – wiadomo – wszystko jest zależne od jego potrzeb. Ale mogę powiedzieć, jak wyglądał mój zwyczajny dzień do tej pory, kiedy małego jeszcze na świecie nie było :).

Pobudka pomiędzy godziną 6 a 8 – kiedyś byłam okrutnym śpiochem i tak wczesne wstawanie było dla mnie męczarnią, teraz mój organizm sam budzi się w tych godzinach, a ja nie dość, że jestem wypoczęta, to jeszcze mam fajny, długi dzień. Następnie śniadanie (zazwyczaj coś na ciepło lub owocowy koktajl), poranna toaleta, spisanie zadań na dany dzień w kalendarzu, zakupy i wyjście na zajęcia. Później obiad i odpalenie laptopa, czyli praca nad Akademią, przegląd poczty, mediów społecznościowych, zerknięcie, co się dzieje w grupach, do których należę, poczytanie innych blogów. Tak schodzi czas do wieczora, kiedy razem z narzeczonym siadamy do kolacji. Po wieczornej toalecie oglądam coś albo w telewizji (choć to baaaardzo rzadko), albo na YouTube – szalenie lubię inspirujące wykłady oraz vlogi osób, które są dla mnie w jakiś sposób ważne, które mnie motywują, których życie mi się podoba. W międzyczasie wpadnie też jakiś spacer z narzeczonym, wyjście na ping-ponga czy układanie Domino. Pomiędzy 22 a 24 kładę się spać i czekam na to, co przyniesie jutro 🙂